Dlaczego to nie jest „tylko dbanie o siebie”
Trudność polega na tym, że początek często wygląda jak coś, co wszyscy wokół chwalą. Nastolatek zaczyna interesować się zdrowiem, więcej się rusza, mówi o świadomym jedzeniu. Otoczenie reaguje uznaniem, a rodzic — nawet jeśli coś go uwiera — nie ma się o co zaczepić. W naszej praktyce ten etap bywa najdłuższy i najbardziej mylący.
Różnica, na którą warto patrzeć, dotyczy nie tyle samego jedzenia, ile miejsca, jakie zaczyna ono zajmować w życiu. Kiedy jedzenie, ciało i kontrola nad nimi zaczynają decydować o nastroju całego dnia, o tym, czy da się pójść na urodziny, czy da się zjeść przy ludziach, czy da się odpuścić trening — to już nie jest wyłącznie kwestia stylu życia. W naszej praktyce takie trudności rzadko zaczynają się od jednej decyzji o schudnięciu. Częściej rodzice opisują nam coś, co wygląda raczej jak sposób radzenia sobie z czymś innym: z napięciem, z poczuciem, że nic nie jest wystarczająco dobre, z tym, że przynajmniej jedna rzecz w życiu jest pod kontrolą.
Dlatego rozmowa o samym talerzu zwykle nie wystarcza. Pod spodem najczęściej dzieje się coś, co ma niewiele wspólnego z kaloriami — i to właśnie tam kieruje się praca terapeutyczna.
Na co zwracają uwagę rodzice, którzy do nas trafiają
Uwaga, zanim przeczytasz poniższą listę: to nie jest test ani lista objawów do odhaczenia. Żaden punkt niczego nie potwierdza i żaden niczego nie wyklucza. Rozpoznanie stawia specjalista — lekarz i psycholog — w bezpośrednim kontakcie z nastolatkiem, po rozmowie i badaniu. Ta lista ma tylko jedno zadanie: pomóc ci uporządkować to, co widzisz, zanim opowiesz o tym komuś, kto może to ocenić.
Rzeczy, o których rodzice opowiadają nam najczęściej:
- wspólne posiłki stają się polem napięcia — pojawiają się wymówki, przesuwanie jedzenia po talerzu, jedzenie osobno albo „już jadłem u kolegi”;
- zmienia się nie tylko ilość, ale i sposób — coraz węższa lista tego, co „wolno”, coraz więcej zasad, coraz więcej lęku przy odstępstwie od nich;
- rozmowa o ciele wraca uporczywie, także wtedy, gdy nikt jej nie zaczyna;
- ruch przestaje być przyjemnością i zaczyna być obowiązkiem, którego nie da się odpuścić nawet przy chorobie czy zmęczeniu;
- po posiłkach pojawia się wyraźny niepokój, wstyd albo znikanie na dłużej;
- nastolatek wycofuje się z sytuacji, w których je się przy innych — od pizzy z klasą po święta u babci;
- zmienia się nastrój i energia: więcej drażliwości, mniej siły, gorszy sen, trudniej się skupić;
- widać zmiany w ciele lub w samopoczuciu fizycznym — a nastolatek uspokaja, że to nic.
Bywa też odwrotnie: nic z tego nie rzuca się w oczy, a rodzic po prostu czuje, że coś się przesunęło. Ten rodzaj przeczucia traktujemy poważnie. Nie dlatego, że zawsze się potwierdza — dlatego, że sprawdzenie go kosztuje jedną rozmowę, a nieprzyjrzenie się może kosztować dużo więcej.
To dotyczy ciała — dlaczego potrzebny jest także lekarz
To najważniejsza rzecz w całym tekście. Trudności z jedzeniem u nastolatka nie są wyłącznie sprawą emocji i nie są sprawą „przegadania”. Są stanem, który może realnie zagrażać zdrowiu i życiu, także wtedy, gdy z zewnątrz nic dramatycznego nie widać, gdy nastolatek chodzi do szkoły, ma dobre oceny i zapewnia, że czuje się świetnie.
Dlatego pierwszy krok, o który prosimy rodziców, brzmi: lekarz. Pediatra, lekarz rodzinny albo psychiatra dziecięcy — ktoś, kto oceni stan fizyczny i zdecyduje, czy potrzebne są badania i jak pilna jest sytuacja. Dlatego w Tarapatach nie prowadzimy pracy psychologicznej przy tym temacie w oderwaniu od opieki medycznej — rozmowa nie zastępuje badania. W dobrze prowadzonej pomocy te dwie ścieżki idą równolegle: lekarz pilnuje ciała, terapeuta pracuje z tym, co pod spodem, a rodzic dostaje wsparcie, żeby to udźwignąć. Jeśli gubisz się w tym, kto się czym zajmuje, opisaliśmy to w tekście o różnicach między psychologiem, psychoterapeutą i psychiatrą.
Jest też druga rzecz, o której trzeba powiedzieć wprost. Trudnościom z jedzeniem czasem towarzyszy głęboki spadek nastroju, samookaleczenia albo myśli o tym, że nie chce się dalej żyć. Jeśli to się pojawia — u twojego dziecka lub w tym, co czytasz między wierszami — nie czekaj na wolny termin w żadnym gabinecie, w tym w naszym.
Potrzebujesz pomocy teraz?
112 — gdy życie lub zdrowie jest bezpośrednio zagrożone.
116 111 — bezpłatny, całodobowy Telefon Zaufania dla Dzieci i Młodzieży.
800 100 100 — bezpłatna pomoc dla rodziców i nauczycieli.
Jeśli sytuacja nie jest nagła, ale nastrój od dłuższego czasu jest wyraźnie obniżony, pomocny może być też nasz tekst o depresji u nastolatka.
Jak rozmawiać, żeby nie zamknąć drzwi
Rodzice pytają nas o gotowe zdanie, które zadziała. Takiego zdania nie ma — ale jest kilka rzeczy, które w naszej praktyce bywają pomocne.
Mów o tym, co widzisz, nie o tym, co wydedukowałeś. „Zauważyłam, że ostatnio prawie nie jesz z nami kolacji i częściej jesteś zmęczona” jest łatwiejsze do przyjęcia niż „masz zaburzenia odżywiania”. Pierwsze zaprasza do rozmowy, drugie zwykle uruchamia obronę.
Wybierz moment obok stołu. Rozmowa przy talerzu, w napięciu, rzadko kończy się dobrze. Spacer, samochód, wieczór bez publiczności — te sytuacje bywają dużo łaskawsze, bo nie trzeba patrzeć sobie w oczy.
Zostaw miejsce na „nie wiem”. Nastolatek często sam nie umie nazwać tego, co się z nim dzieje, a pytanie „dlaczego to robisz?” stawia go pod ścianą. Bardziej otwierające bywa: „nie musisz mi teraz tłumaczyć, chcę tylko wiedzieć, czy ci ciężko”.
Powiedz, że idziecie do lekarza — spokojnie, ale bez negocjacji. To jedno z niewielu miejsc, gdzie decyzja należy do dorosłego. Można ją podać miękko: „umówiłam nas, bo się o ciebie martwię i chcę mieć pewność, że twoje ciało jest bezpieczne. Nie idziemy tam, żeby cię oceniać”.
Licz się z tym, że pierwsza rozmowa może się nie udać. To nie znaczy, że była błędem. Bywa, że dopiero kolejna próba trafia w moment, w którym nastolatek jest gotowy coś powiedzieć. Więcej o tym, jak nie stracić kontaktu po drodze, piszemy w tekście jak rozmawiać z nastolatkiem.
Czego lepiej nie mówić
Nie ma tu winnych — te zdania padają zwykle z troski i my sami słyszymy je od bardzo kochających rodziców. Warto jednak wiedzieć, jak bywają odbierane.
- Komentarze o wyglądzie — wszystkie, także te miłe. „Wyglądasz teraz o wiele lepiej” albo „schudłaś?” w tym kontekście często wzmacnia dokładnie to, co nas niepokoi. Bezpieczniej jest mówić o samopoczuciu niż o ciele.
- „Po prostu zjedz, to nic trudnego”. Jeśli nastolatek to przeżywa, właśnie że trudne — a takie zdanie mówi mu, że nie jest rozumiany.
- Targowanie się jedzeniem. Bywa, że rodzice sięgają po warunki: „jak zjesz, to pojedziemy”. W naszej praktyce zwykle przenosi to walkę na talerz i oddala od tego, o co naprawdę chodzi.
- Porównania. „Zobacz, twoja siostra je normalnie” — to zdanie rzadko motywuje, częściej dokłada wstydu.
- Straszenie konsekwencjami. Opowiadanie, co strasznego się stanie, bywa odbierane jako presja, a nie troska. O stanie zdrowia lepiej niech mówi lekarz — spokojnie i konkretnie.
- „Robisz to na złość” albo „to przez te twoje telefony”. Nawet jeśli w tle jest zmęczenie i bezsilność, takie zdanie zamyka rozmowę na długo.
I jedno, co warto powiedzieć: „jestem tu, nie odpuszczę, nie musisz sobie z tym radzić sam”. To zdanie brzmi banalnie, ale słyszymy od nastolatków, że zostaje z nimi na dłużej niż wszystko inne.
Kiedy warto skonsultować się ze specjalistą
Nie chcemy straszyć, więc powiemy uczciwie: nie każda zmiana w jedzeniu u nastolatka oznacza problem, który wymaga terapii. Dorastanie to czas, w którym relacja z ciałem i z jedzeniem naturalnie się zmienia i sporo rzeczy się przestawia.
Konsultacja bywa jednak dobrym pomysłem wtedy, gdy niepokój utrzymuje się tygodniami, a nie dniami. Gdy jedzenie albo ciało zaczyna organizować codzienność — decydować o nastroju, o planach, o kontaktach z innymi. Gdy rozmowy w domu kończą się awanturą albo milczeniem i nie widać wyjścia. Gdy widzisz zmiany w samopoczuciu fizycznym. I gdy — po prostu — masz w sobie niepokój, który nie chce zniknąć, mimo że wszyscy dookoła mówią, żebyś się nie przejmował.
Konsultacja nie jest zobowiązaniem do terapii. Jest rozmową, po której zwykle wiadomo więcej niż przed — czasem kończy się informacją, że nie ma powodu do niepokoju, i to też jest wartościowa odpowiedź. Warto pamiętać, że przy tym temacie idzie ona w parze z wizytą u lekarza, a nie zamiast niej.
Jak pracujemy w Tarapatach
Nasze motto brzmi „Najpierw rozumiemy, potem pomagamy” i przy tym temacie traktujemy je szczególnie dosłownie. Nie zaczynamy od planu naprawczego, tylko od zrozumienia, co się właściwie dzieje — u nastolatka i w domu wokół niego.
Zaczynamy zwykle od wstępnej konsultacji. Często pierwsza rozmowa odbywa się z rodzicami, bez dziecka — to naturalne, zwłaszcza gdy nastolatek nie chce nigdzie iść. Rozmawiamy o tym, co widzisz, od kiedy i co już próbowaliście. Ustalamy, jakie kroki mają sens teraz, w tej konkretnej sytuacji, i który z nich jest pierwszy. Bardzo często tym pierwszym krokiem jest wizyta u lekarza — mówimy to wprost, także wtedy, gdy oznacza to, że nasz gabinet poczeka.
W dalszej pracy zwykle idą obok siebie dwie rzeczy: kontakt z nastolatkiem i wsparcie dla rodziców. Rodzic nie jest tu obserwatorem — jest najważniejszą osobą przy stole, także wtedy, gdy czuje się bezradny. O tym, jak wygląda taka rozmowa wyłącznie dla dorosłych, piszemy w tekście o konsultacji rodzicielskiej.
Jesteśmy w Krakowie. Jeśli chcesz z kimś porozmawiać o tym, co widzisz w domu, napisz do nas przez formularz kontaktowy albo umów wstępną konsultację. Kto konkretnie z nami pracuje, znajdziesz w zakładce zespół, a warunki — w cenniku.